Pasta o skupie katalizatorów Jarka Jakimowicza

Pasta o skupie katalizatorów Jarka Jakimowicza

Pamiętam jak liceum byłem wielkim fanem Jarka Jakimowicza. Oglądałem młode wilki
chyba ze sto razy. Cały pokój miałem w jego plakatach. Chciałem być taki jak on, wyglądać
jak on i mówić jak on.
Pewnego dnia zobaczyłem go jak jadł hamburgera w jednym z warszawskich maków.
Wyrwałem kartkę z zeszytu i podszedłem do niego. Dukając poprosiłem o autograf, a on
odwrócił się, popatrzył na mnie i żując bułkę odpowiedział tylko: „a weś spierdalaj”.
W tym momencie coś we mnie pękło. Wróciłem do domu, porwałem wszystkie plakaty tego
zjeba i usunałem konta na wszystkich forach jakimonators. Zacząłem czytać biznesforum, bo
moim jedynym celem było ujebanie go. Chciałem, żeby każdy się śmiał z niego, żeby stracił
cały szacunek, a do tego potrzebowałem pieniędzy, dużych pieniędzy.
Tej samej nocy poszedłem na osiedlowy parking strzeżony, cieć jak zwykle spał. Dzięki
poradnikom z ruskich stron potrafiłem wyciąć katalizator w pięć minut. Byłem w tym coraz
lepszy, nawet miałem specjalną piłkę do wycinania. Z czasem zacząłem werbować
osiedlowych sebków, którzy wycinali je dla mnie. W końcu kupiłem kawałek placu i
otworzyłem skup. Dzięki temu pół województwa wycinało katalizatory sąsiadom dla mnie, ja
im płaciłem po kilka stów i byłem kryty. Obroty rosły, aż w końcu generowaliśmy trzy miliony
zysku przy czterdziestu milionach obrotów.
Wtedy stwierdziłem, że to już pora. Wynająłem detektywa, który namierzył Jakimowicza. Po
kliku dniach wiedziałem, że wynajmuje ludziom mieszkania bez płacenia podatków. Krótki
donos do urzędu skarbowego wystarczył, żeby po kilku tygodniach zaczęło się konkretne
trzepanko finansów tego buca. Wychodziło coraz więcej spraw i pan Jarek miał zapłacić
ponad pół dużej bańki zaległych podatków, do tego kary i odsetki. Jednym słowem był w
niezłej dupie.
Wtedy w jego życiu pojawiam się ja. Proponuję mu 500 tys. zł za zostanie twarzą mojej
firmy. Odmawia, „bo on jest wielkim aktorem, a to jest uwłaczające”. Jeszcze, kurwa,
zobaczymy. Wychodzę ze spotkania. Kolejny donos opisujący łamanie ugody z fiskusem
sprawia, że rozłożenie na raty przestało obowiązywać. Chuj bombki strzelił. Następnego
dnia Jarek dzwoni, że jednak on to bardzo chce zostać twarzą skupu katalizatorów. Tylko,
że teraz oferta to marne 200 tys., Jarek rzuca słuchawką. Po chwili telefon dzwoni, aż trzy
minuty zajęło mu zdanie sobie sprawy w jak głębokiej dupie się znajduje. Kolejnego dnia
podpisujemy umowę. W ciągu trzech miesięcy jego morda znajduje na co trzecim autobusie
i co czwartym bilbordzie w Polsce polecając SKUP KATALIZATORÓW.
Ludzie się z niego śmieją i wytykają palcami. Skupu nie mam już od ponad trzech lat, a
mimo to cały czas przedłużam umowy reklamowe. Ten gamoń podpisał umowę na
pięćdziesiąt lat z możliwością aktualizacji wizerunku.

Właśnie siedzę w maku przy krajowej siódemce i patrzę na bilbord skupu katalizatorów z
Jarkiem Jakimowiczem. Aktor ma wymalowanego kutasa na czole. Jestem szczęśliwy,
jedyne czego żałuję to, że nie otworzyłem kliniki aborcyjnej albo innego zakładu utylizacji
martwych psów.


Autor opowiada o swojej młodzieńczej fascynacji aktorem Jarkiem Jakimowiczem, którego podziwiał za rolę w filmie „Młode wilki”. Pokój autora był pełen plakatów z aktorem, a sam chciał być jak on. Jednak pewnego dnia, gdy autor poprosił Jakimowicza o autograf w restauracji McDonald’s, aktor odpowiedział wulgarnie („a weź spierdalaj”), co doprowadziło do całkowitego rozczarowania i zmiany nastawienia.

Zraniony autor postanowił zemścić się na swoim dawnym idolu. Zaczął od czytania forów biznesowych i zdobywania wiedzy na temat zarabiania pieniędzy. Wkrótce rozpoczął działalność przestępczą – wycinanie katalizatorów z samochodów. Dzięki organizacji grupy współpracowników oraz otwarciu skupu katalizatorów, jego biznes szybko się rozwinął, generując ogromne zyski (3 miliony złotych przy 40 milionach obrotu).

Dzięki zgromadzonym środkom autor wynajął detektywa, który odkrył nielegalne działania finansowe Jakimowicza (wynajem mieszkań bez płacenia podatków). Autor złożył donos do urzędu skarbowego, co doprowadziło do poważnych problemów finansowych aktora – musiał zapłacić zaległe podatki wraz z karami i odsetkami.

W trudnej sytuacji finansowej Jakimowicz został zmuszony do przyjęcia oferty autora – zostania twarzą jego firmy zajmującej się skupem katalizatorów. Po negocjacjach podpisano umowę reklamową na 50 lat, która pozwalała na aktualizację wizerunku aktora. Reklamy z twarzą Jakimowicza pojawiły się na billboardach i autobusach w całej Polsce, co wywołało publiczne kpiny i śmiech.

Autor opisuje swoje poczucie satysfakcji z upokorzenia dawnego idola oraz fakt, że mimo zamknięcia skupu katalizatorów nadal przedłuża umowy reklamowe związane z wizerunkiem Jakimowicza. Kończy swoją historię refleksją nad tym, że mógłby otworzyć inne kontrowersyjne przedsięwzięcia.

Dodaj komentarz

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Dodaj komentarz